Wiktoria Cukt – kandydatka na prezydenta

Zbliżają się wybory prezydenckie a wśród kandydatów nie ma ani jednej kobiety.

Warto przypomnieć z tej okazji Wiktorię Cukt – wirtualną kandydatkę na prezydenta w roku 2001. Czy byłaby idealną kandydatką również dzisiaj?

„Kampania wyborcza” Wiktorii Cukt prowadzona była pod hasłem: „Politycy są zbędni: Wiktoria Cukt – prezydent 2001”. Jej program określony był „Obywatelskim Software’m Wyborczym”. Jej imię odwołuje się do zwycięstwa, nazwisko zawdzięcza zaś grupie swych ojców (cyborgi zwykle nie mają matek!) – grupie artystów z Gdańska, którzy określali się jako Centralny Urząd Kontroli Technicznej (Rafał Ewertowski, Robert Mikołaj Jurkowski, Artur Kozdrowski, Jacek Niegoda, Piotr Wyrzykowski, Maciej Sienkiewicz).

Dorota Jarecka tak opisała ten projekt: „Wiktoria Cukt to interfejs programu internetowego, w który może wejść każdy i głosować oraz poddawać własne pomysły i poglądy, które ona weźmie pod uwagę, wyciągnie z nich średnią i będzie je głosić” (s. 231).

Program wirtualnej kandydatki budowany mógł być przez każdego. Poglądy Wiktorii miały być na bieżąco kształtowane przez użytkowników strony, co zresztą groziło swego rodzaju populizmem.

Postać ta uosabia marzenia wyborców o idealnym kandydacie/idealnej kandydatce. Dla każdego jest taka, jaką chciałby ją widzieć. To, że jest kobietą nie ma większego znaczenia. Choć mogłaby u niej rozwinąć się wrażliwość genderowa, gdyby kształtowali jej program użytkownicy, a przede wszystkim kobiety-użytkowniczki wrażliwe na kwestie płci i równouprawnienia.

A gdyby było przeciwnie? Może jej poglądy byłyby zadziwiająco bliskie tym, które prezentuje starający się obecnie o reelekcję prezydent?

Główną obietnicą wyborczą wirtualnej kandydatki była demokratyzacja Internetu, jego pełna dostępność dla wszystkich: „Będziemy mogli wcielić w życie idee prawdziwego równouprawnienia obywateli i każdy z nas będzie mógł wyrazić swoją opinię w istotnych dla naszego państwa sprawach oraz osobiście uczestniczyć w podejmowaniu decyzji prezydenta RP” (za: Jarecka, 2000, s. 231).

Z pewnością dzisiaj Wiktorię znaleźlibyśmy też na tik toku.

Paradoksalnie, Wiktoria była idealną kandydatką, dlatego, że była kobietą bez właściwości, z osobowością do ukształtowania, charakterem budowanym w oparciu o oczekiwania wyborców. Była przede wszystkim automatem, który każdy mógł ukształtować według własnych wyobrażeń. Wiktoria pozbawiona była też własnego głosu, jeśli mówiła – mówiła głosem innych – sztucznym głosem stworzonym przez jej „ojców” oraz głosem swych wyborców. To oni nadawali jej znaczenia.

Mimo niebezpieczeństwa populizmu, postać Wiktorii Cukt odnieść można jednak również do ironicznego mitu Cyborga, stworzonego przez Donnę Haraway w słynnym „Manifeście cyborgów”: „Cyborg jest organizmem cybernetycznym, hybrydą maszyny i organizmu, wytworem rzeczywistości społecznej i fikcji” (s. 49). Cyborg może jednak zwrócić się przeciwko swym ojcom, jeśli będzie feministycznie kodowany.

A więc mimo, że Wiktoria Cukt jest kobietą bez właściwości i nosicielką znaczeń nadanych przez innych, zawiera potencjalność zwrócenia się przeciwko tym znaczeniom, obalenia ich i unieszkodliwienia.

Idealny kandydat czy kandydatka na prezydenta nie musi być politykiem, lepiej nawet, jeśli nim nie jest, wszak „Politycy są zbędni”. Według Doroty Jareckiej projekt CUKT-owców mimo, że był zabawą wskazywał na istotne sprawy, takie jak: rozczarowanie polityką, a przede wszystkim politykami, którzy sięgają po władzę dla własnych korzyści, zapominają o wyborcach, nie realizują obietnic (s. 232), ale też -można by dodać – rozczarowanie tymi, którzy w grze o władzę wykorzystują populizm.

We wpisie wykorzystałam teksty:

Dorota Jarecka, „Sztuczna kobieta u steru władzy”, [w:] „Kwartalnik Filmowy”, nr 31-32, 2000.

Donna Haraway, „Manifest cyborgów: nauka, technologia i feminizm socjalistyczny lat osiemdziesiątych”, przeł. S. Królak i E. Majewska, [w:] „Przegląd filozoficzno-literacki”, nr 1 (3) 2003.

Iza Kowalczyk, „Jolanta Kwaśniewska w krainie cyborgów”, „Magazyn sztuki”, nr 29, 2004.