David Czerny – na poprawę humoru

Czechy to mój ulubiony kraj. Kiedy w Polsce robi się nieciekawie, zwykle sobie myślę, że wyjadę do Czech, będę instruktorką nart dla seniorów a wieczorami będę piła piwko. Polacy mało zwiedzają Czechy a jest to kraj wyjątkowo piękny krajoznawczo. Kiedy już otworzą granice – polecam odwiedzić Czeską Szwajcarię i Czeski Raj. Pamiętajcie tylko by nie używac tam słowa: „Szukam”. Czesi uważają nas za bardzo wulgarny naród. I chyba też za ludzi raczej mało zabawnych.

Z kolei, kiedy myślę o sztuce na poprawę humoru, przychodzą mi do głowy prace Davida Czernego (Černego) a jeszcze lepiej w zestawie z tekstem Mariusza Szczygła pt. „Wkurzacz czeski” ze zbioru „Zrób sobie raj” (cytaty oznaczone kursywą pochodzą właśnie z tego zbioru).

Opowiem Wam więc o artyście, którego niepozorny „Golem”, stał przed głównym budynkiem Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu (zniknął osiem miesięcy temu w wyniku aktu wandalizmu, ma wrócić, ale w inne miejsce, więcej szczegółów na TenPoznań).

Pomnik Golema w Poznaniu – al. Marcinkowskiego autorstwa Davida Cerneho, wiki.

Dawid Czerny zasłynął w 1991 roku „Różowym czołgiem”.

Z grupą kolegów przemalował czołg – którym Armia Czerwona wyzwoliła Pragę – na różowo. Czołg stał przed budynkiem sądu w dzielnicy Smichov, mimo że było już półtora roku po obaleniu komunizmu. Artysta od razu został niedoceniony, bo chociaż podpisał się na cokole, wszystkie wiadomości telewizyjne podały, że czołg zniszczyli wandale. 

Fot. DAVID W CERNY REUTERS

Jak pisze dalej Szczygieł:

Ktoś zauważył, że David Czerny dał wtedy Czechom metaforę czasów, w których żyli. Druga metafora wisi do góry nogami.

Chodzi o rzeźbę umieszczoną w Pałacu Lucerna parafrazującą pomnik św. Wacława, patrona Czech.

David Černy, Koń, 1999, By Lite – Praca własna, CC BY-SA 3.0

Symbolowi narodowemu zdechł koń. Święty siedzi okrakiem na jego brzuchu. Poza tym wszystko jest identycznie jak na właściwym pomniku. Trup konia, zawieszony za nogi u sufitu, ma wywalony jęzor. Ale – jak podkreślano na inauguracji – jedzie się dalej.

Warto za Mariuszem Szczygłem przywołać też Sikających z 2004 roku, umieszczonych przed Muzeum Franza Kafki w Pradze:

By Volkov – Praca własna, Domena publiczna

„Sikający” to pomnik, którym artysta uczcił wejście Czech do Unii Europejskiej. Basen, do którego dwóch mężczyzn oddaje mocz, ma kształt Republiki Czeskiej. Penisy są ruchome i jeśli wyślemy SMS-a z jakimś zdaniem na numer podany obok pomnika, to w kilka minut wysikają to zdanie.

David sprawdził, czy ten penis, który jak się nie porusza, to sika dokładnie na Pragę, jest w stanie się podnieść. Zwiedzający często uszkadzają narządy. Ochroniarz wyznał Polakowi, że czasem w nocy obie płcie przychodzą napić się z penisów wody. (A przynajmniej tak to można ująć).

„Sikających” miał zniszczyć rytualnie pochód czeskich skinów, ale upilnowali ich policjanci. Skini narodowcy zjechali się z całego kraju i było ich dwudziestu. Tylko tylu znalazło się obrońców honoru ojczyzny.

Szczygieł pisze, że dywagowano w internecie, co by się stało, gdyby podobna praca dotyczyła Izraela, albo w Wielkiej Brytanii powstał pomnik robiących kupę na mapę Wysp Brytyjskich.

Pewność można mieć tylko w Czechach – nie będzie żadnej reakcji.

„My, Czesi, nie jesteśmy przewrażliwieni na punkcie honoru i czci” – napisał słynny intelektualista.

Polaków natomiast Czerny wkurzył kilka razy.

W 2006 roku w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej miała miejsce druga (pierwsza odbyła się we Wrocławiu) edycja wystawy „Shadows of Humor. Przykra wystawa. Czeska wystawa”. Drugiego dnia z wystawy zniknęła praca Czernego pt. „Shark”, będąca odniesieniem do pracy Damiana Hirsta, ale jako rekina ukazująca Suddama Husseina.

Praca wkurzyła bielskiego wiceprezydenta a w oświadczeniu galerii napisano, że mogła okazać się zbyt drastyczna dla niektórych widzów. Kurator wystawy, William Hollister był wściekły, pisał do mnie, że w ogóle nie rozumie Polaków (wcześniej we Wrocławiu burzę wywołała rzeźba Kamery Skury i Kunst Fu ukazująca czeskiego gimnastyka przypominającego Jezusa na krzyżu).

Już nie tylko Polaków, ale też inne europejskie narody, wkurzyła praca pt. „Entropa”, która 12 stycznia 2009 roku zawisła nad wejściem do budynku Rady Europy w Brukseli z wziązku z objęciem przez Czechy prezydencji Rady UE.

Całość stworzona jest jak zestaw z plastikowymi modelami do sklejania. Już wcześniej Czerny tworzył prace w tej konwencji, np. Jezusa Chrystusa Instant. Ta praca znalazła się na okładce książki Szczygła. Z kolei na wspomnianej wystawie we Wrocławiu pokazano Adama i Ewę Instant.

Polacy byli oburzeni przedstawieniem Polski jako kartofliska, na którym grupa kleryków próbuje zatknąć flagę gejowską. Później zresztą ta część została pokazana na słynne wystawie „Ars Homo Erotica” w Muzeum Narodowym w Warszawie w 2010.

Warsaw, Poland 19 June 2010 Ars Homo Erotica Exhibition. Photo: EZEQUIEL SCAGNETTI

Jeszcze bardziej wkurzyli się Bułgarzy przedstawieniem swego kraju jako wielkiej toalety określonej szumnie „Łaźnią turecką”. Prezydent Republiki Bułgarskiej Georgi Sedefczow Pyrwanow zażądał zdjęcia z instalacji przedstawienia jego kraju (w końcu ten sporny fragment został zasłonięty czarnym płótnem).

EPA/OLIVIER HOSLET

Powodów do dumy nie mieli też Niemcy: na mapie ich kraju sieć autostrad układa się w znak swastyki. Włochy zostały przedstawione poprzez figurki piłkarzy masturbujących się piłką nożną. Dania to klocki Lego (z których wyłania się coś na kształt karykatur Mahometa), Rumunia – kiczowaty Dracula, a Francja przysłonięta jest transparentem z napisem „Strajk”.

Dawid Czerny w momencie wystawienia „Entropy” ogłosił, że zebrał jedynie prace od różnych artystów z poszczególnych krajów. Wszyscy twórcy, ich prace, a niekiedy też ich teksty przedstawieni zostali na stronie poświęconej Entropi.

Wizerunek Polski stworzył Leszek Hirszenberg. To artysta polityczny, zaangażowany w sprawy LGBT, w niektórych pracach odwołujący się do Krzysztofa Wodiczki.

Moją ulubioną pracą Hirszenberga, w której porusza problem zanieczyszczenia środowiska, jest „Dark Vater cleaning Polish Water”.

Hirszenberg dostrzega problem trudnych stosunków polsko-niemieckich, na co wskazuje praca „German Shepard” (wyobrażenie owczarka na białym mercedesie może kojarzyć się też z „Piramidą zwierząt” Kozyry, tyle, że tu jest to piramida samochodowo-zwierzęca).

Ale właściwie kim jest Hirszenberg? Oto jego autoportret:

To oczywiście artysta nieistniejący, podobnie jak cała reszta wymyślonych przez Czernego twórców i ich prac, z którymi można zapoznać się na wspomnianej stronie Entropy.

Ciekawa jestem, czy dostrzegacie podobieństwo do żartów i chochlików Marcela Duchampa, występującego jakże często jako Rrose Selavy. To jemu właśnie zawdzięczamy kategorię nieistniejącego artysty.

Dawid Czerny ukazał w „Entropie”, jak obcokrajowcy mogą postrzegać dany kraj, z czego śmieją się i kpią. Zarazem to, co staje się powodem kpiny innych, bywa głęboko ukryte w świadomości mieszkańców danego kraju, którzy drażliwych tematów wolą nie poruszać, a już zwłaszcza nie chcą sie z nich śmiać. Dla Włochów świętością jest piłka nożna, dla Polaków – instytucja kościoła. Tykanie tych świętości powoduje gniew. Jak pisał Szczygieł, Czesi świętości nie mają, więc się też nie oburzają.

Gdy pojawiła się afera z „Entropą”, jeden przedstawiciel LPR-u, mówił, że czuje się obrażony, bo ten „niby artysta” („a w zasadzie nie zasługuje on na miano artysty”) zadrwił sobie z jego narodu i tego, co dla niego święte, gdyż klerycy wbijają w Polskę flagę „pederastów”, jak się wyraził.

Czerny, gdy już ujawniono jego tożsamość zapewniał, że chodzi o obalanie stereotypów. Chciał wskazać też na fobie w poszczególnych państwach. Holandia została ukazana jako zalana morzem, z którego wystają jedynie czubki islamskich minaretów, co wskazuje na panującą tam islamofobię (ten problem wytknięty jest też Danii).

EPA/OLIVIER HOSLET

Czerny pokazuje, że państwa, które tyle mówią o tym, jak negatywnie są postrzegane na zewnątrz, powinny zacząć działać u siebie, by zmieniać swoją mentalność, prowokować do otwartości, poruszać drażliwe kwestie.

Stereotypy do zburzenia, jak brzmi podtytuł pracy Czernego, to więc nie tyle stereotypy na temat danego kraju, ale też wobec swoich własnych obcych i innych, bo w gruncie rzeczy artysta wytyka najbardziej ksenofobię, zamknięcie, zaściankowość. Tylko tak mogą zostać zburzone stereotypy. Najpierw trzeba pozbyć się narodowej dumy i uprzedzeń.

Chodzi więc o to, aby zamiast wciąż zapewniać, że stereotypy nie mają nic wspólnego z prawdą, zamiast wciąż dowartościowywać swój zraniony honor, zacząć krytycznie, z dystansu, patrzeć na samych siebie, rozmawiać o tym, co trudne, albo przesadnie hołubione, o zaszłościach, niepowodzeniach, zaściankowości i wreszcie, aby zacząć się z tego śmiać! Niewielu jednak to potrafi.

No i znowu zrobiło się trochę poważnie, a przecież nie o to chodziło…

Kończę jedną z najbardziej znanych prac Czernego, jaką jest „Wisielec”.

O czym jest właściwie ta praca?

Wracam do Mariusza Szczygła:

Dwanaście metrów nad ulicą Husovą wisi człowiek w garniturze. Ręką trzyma się stalowej szyny przymocowanej do dachu kamienicy. Nie istnieje w jednej postaci – wisiał już w Berlinie, w Sztokholmie, Wrocławiu, Chicago, Londynie, a teraz wisi i nad Husovą, i w Barcelonie.

– To moja rzeźba podróżna – przedstawił ją artysta i omiótł wzrokiem grupki turystów, którzy tarasowali ulicę, żeby przyjrzeć się „Wisielcowi”.

Gdyby mogli podfrunąć, zobaczyliby, że ma obojętną twarz. Jakby nie zorientował się, w jak niewygodnej sytuacji się znajduje.

– A o czym jest ta rzeźba? – dociekał Polak.

– Gdy wisiał w Szwecji, to Szwedzi pisali, że jest o Szwedach, Niemcy, że o Niemcach. A Czesi piszą, że jest o Czechach.

Po prostu gdziekolwiek na świecie „Wisielec” zawiśnie, tam ze swoim obojętnym wyrazem twarzy natychmiast staje się syntezą epoki.

To ostatnie zdanie w kontekście tego, że wieszam go blogu: Straszna sztuka w czasie pandemii, wydaje mi się wyjątkowo zabawne!

Mam nadzieję, że nikogo tym wpisem nie obraziłam! A jeśli macie dostęp do GW, to poleca cały tekst Mariusza Szczygła „Wkurzacz czeski

Sonia Rammer na tropach Yeti

W 2019 roku Sonia Rammer, artystka łącząca sztukę i podróżowanie, wybrała się na rezydencję artystyczną do Marphy położonej w rejonie Mustangu w Nepalu. Jej celem było poszukiwanie Yeti.

W naszej kulturze w postaci różnych legend i mitów o bestiach i hybrydach ujawniają się fascynacje tym, co Inne. Figura Innego służy zwykle definiowaniu własnego, cywilizowanego „ja” – poprzez odcięcie się od tego, co dzikie i niezrozumiałe, znalezienie cech różnicujących i opozycyjnej relacji wobec tego, co obce i nieznane. W naszych wyobrażeniach inni dokonują przekroczenia zastanego porządku, burząc utarte granice, których nie powinno się przekraczać. Dlatego zwykle wzbudzają lęk.

Giorgio Agamben w książce pt. L‘aperto. L’uomo e l‘animale (Otwarte. Człowiek i zwierzę) opisał, jak w historii zmieniała się definicja człowieka, która osadzana była w binarnym systemie myślenia. Szczególną wagę filozof przypisuje konfrontacji pojęcia człowieczeństwa z rozmaicie prezentowaną zwierzęcością. Wskazać można też na inne fundamentalne opozycje takie jak: człowiek/maszyna, żywy/umarły, kobieta/mężczyzna, dziecko/dorosły oraz swój/obcy (zob. M. Borowski, M. Sugiera, W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości, Warszawa 2012).

Figurami Innego są między innymi: Golem, wilkołak, twór Frankensteina z powieści Mary Shelly, automaty, androidy, cyborgi, a także różne wcielenia nieumarłych (wampiry, żywe trupy, zombie), uosabiające lęki przed zaburzeniem wskazanych, wydawałoby się nienaruszalnych, opozycji.

A może jest też tak, że figury te mówią o lękach przed nieznanym; przed dziką i nieludzką stroną człowieka, przed bestią, która w nas drzemie? Może mówią o strachu przed siłą natury, której nie jesteśmy w stanie pojąć? To wyraz tego, co po angielsku określa się jako uncanny to, co mroczne, tajemnicze, nieopisywalne, nieprzedstawialne w ludzkiej i nieludzkiej naturze.

Jedną z figur dokonujących przekroczenia opozycji: ludzkie/zwierzęce jest Yeti – człowiek śniegu, legendarna istota żyjąca rzekomo w wysokich partiach Himalajów (nazywana też kanguli przez Nepalczyków). Ponoć niektórym podróżnikom udało się zobaczyć ślady jej wielkich stóp odciśnięte w śniegu. Dotyczące jej legendy mówią o porywaniu i zabijaniu przez nią zwierząt i ludzi, są jednak też opowieści o tym, że okazywała pomoc podróżnikom w chwilach zagrożenia.

Sonia Rammer, Tajemnice Himalajów (kadr), 2019

Sonia Rammer opowiada o swojej wyprawie w rozmowie przeprowadzonej przez Ewelinę Jarosz. Wskazuje się, że zetknięcie się z Nepalem, tamtejszą biedą i zanieczyszczeniem środowiska zmusiło ją do zrewidowania jej wcześniejszych założeń i namysłu nad zachodnim myśleniem dotyczącym sztuki oraz w ogóle świata.

W innym miejscu mówi: W zetknięciu z nepalską biedą produkowanie sztuki w tym również, badanie Yeti wydało mi się zupełnie nieadekwatne, a mój europocentryczny (jednak) umysł został wytrącony ze stanu komfortu. To czego doświadczałam ukształtowało moją refleksję, projekt zyskał nowe warstwy, sprzężone niejako z nepalską rzeczywistością. Wołając do Yeti jest opowieścią pełną troski o środowisko naturalne, która nie zaistniałaby bez Nepalu i jego mieszkańców.

To dlatego stworzyła też wraz z Błażejem Duchnikiem projekt pomocowy http://butydonepalu.pl/

Rezultatem rezydencji była wystawa prezentowana w Galerii AT (19.11.-29.11.2019) oraz film w konwencji mockumentu (czyli fikcji udającej film dokumentalny) pt. „Tajemnice Himalajów”. Artystka wciela się w nim w podwójną rolę: podróżniczki i zarazem badaczki, a także Yeticy, która choć jest figurą Innej, okazuje się zaskakująco podobna do nas samych, samotna i przyjaźnie nastawiona do otaczającej natury. Nie przez przypadek Yeti ukazana jest jako samica, co jeszcze bardziej podkreśla jej podobieństwa z postacią zachodniej podróżniczki.

Sonia Rammer, Tajemnice Himlajów, 2019

Artystka w opisie swojego projektu wskazuje:

Poprzez przywołanie istoty – Yeti, po raz kolejny próbuję określić relację współczesnego człowieka wobec natury jak również jego poczucie łączności z otaczającym „nieucywilizowanym” światem. To opowieść o zacieraniu granic: między fikcją i rzeczywistością, naturą i kulturą, wschodem i zachodem, nauką i kryptonauką, newsem i fake newsem; opowieść o upadku binarnych opozycji, które nie są przydatne do opisywania świata; w końcu jest to opowieść o drodze i procesie twórczym, który w drodze się zawiera. Biorąc pod uwagę najważniejsze elementy projektu, można by go rozpatrywać z dwóch perspektyw, jedna bliska jest introspekcji, druga wiąże się z nastawieniem antropologicznym.

W ten sposób Rammer próbuje odwrócić i przewartościować zakorzenione w kulturze opozycje. Pokazuje, że wyparcie naszej własnej zwierzęcości i związków z naturą prowadzi z jednej strony do lęku przez Innym, a z drugiej do przemocy i braku poszanowania środowiska naturalnego. Inny/Inna przestaje być w jej opowieści figurą wzbudzającą strach, w zamian prowokuje do pytań o jej emocje i przemyślenia, a nawet do namysłu nad jej samotnością. Z Innego będącego wrogiem i zagrożeniem przeistacza się w bytującą w oddali „przyjaciółkę”.

Można to odczytać jako próbę integracji własnego „ja”, z którego to, co inne przestaje być odrzucone z odrazą.

W przypadku wyobrażeń i legend kulturowych mówiących o Innych, monstrach i hybrydach, najczęściej stanowią one zagrożenie, w związku z czym zwykle toczy się walka pomiędzy ludźmi a nimi. Są najczęściej ukazywani jako siła stanowiąca zagrożenie, dlatego muszą zostać pokonani i okiełznani. Rammer kwestionuje te relacje, ukazując koegzystencję przebiegającą z zachowaniem dystansu, a zarazem wyzbycie się chęci zawłaszczenia i opanowania.

Można uznać to podejście za naiwne, albo też zobaczyć w nim wizję utopii mówiącej o przełamaniu uprzedzeń wobec tego, co nieznane i poszukiwaniu nowej relacji opartej na wrażliwości i szacunku do natury oraz inności.