100,5! Życzenia dla Piotra C. Kowalskiego

Tym razem  nie napiszę o strasznej sztuce, ani o  pandemii.

Bo okazja jest uroczysta, a jest nią obchodzony 23 czerwca 2021 jubileusz 70. urodzin Piotra C. Kowalskiego.

Spieszę więc ze spóźnionymi, ale najlepszymi życzeniami, oczywiście 100,5!!!

Piotr C. Kowalski, profesor na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu, to autor obrazów m.in. smacznych i niesmacznych, przejezdnych i przechodnich, granicznych i zagranicznych, grzecznych i grzesznych, skończonych i nieskończonych, pocztowych i urodzinowych, gorących i mroźnych (te ostatnie współtworzy wraz z Joanną Janiak). Jego maksymą są słowa Maxa Ernsta: „Malować można wszystkim, także farbami”.

Warsztaty na Pol’And’Rock 2019

Może uznać Artystę za archeologa codzienności, co zaprezentował na wystawie MOJA ARCHEOLOGIA w 2019 roku w Instytucie Archeologii UAM w Poznaniu. O tej wystawie pisałam:

Piotr C. Kowalski zbiera między innymi porzucone i zepsute zapalniczki, własne zużyte aparaty fotograficzne począwszy od rosyjskiego Zenita, który kupił jeszcze na studiach;  stare kalendarze,  zardzewiałe i powyginane gwoździe z zawalonej stodoły w Nienawiszczu; bilety kolejowe, tramwajowe i autobusowe; puste tubki po farbach, zeschnięte stare pędzle, zużyte ołówki, kredki i flamastry, maszynki do golenia i znalezione na wsi końskie podkowy. Zbiera cegły z różnych stron świata, dawne i obecne napisy na murach, a także oryginalne, autentyczne tablice z różnymi cytatami, np. „Bądź czujny, wróg czyha” czy np. „Polska kultura własnością całego narodu”. Zbiera też stare skorupy, piasek z różnych stron świata; a także wszystko, co dotyczy nazwiska Kowalski, w tym swoje własne pieczątki.  

Zdjęcie z wystawy Moja archeologia

Zbiera też wszystko, co dotyczy bobrów, fascynuje go ich pęd do stawiania tam, układania drewna, a tym samym do zmieniania krajobrazu.   Bobrom poświęcił BARDZO BOBRĄ WYSTAWĘ nie bardzo dobrych bobrów i nie tylko w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku Białej w 2020 roku.

Piotr C. Kowalski, Bardzo Bobra Wystawa, fot. Galeria Bielska BWA

Inną charakterystyczną cechą jego twórczości jest współpraca z innymi. W powstawaniu obrazów przejezdnych i przechodnich pomagają mu znajomi oraz obcy, rozkładając z nim płótna, przechodząc i przejeżdżając po nich. Niektórzy zaś wywożą te płótna w odległe krańce świata. Piotr zachęca ludzi do kreatywnych działań opartych na relacjach, wchodzenia w interakcje, tworzenia wspólnych sytuacji. Pokazuje, jak myśleć i działać niekonwencjonalnie i niezwyczajnie.

1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD , fot. Kadr.org.pl

Piotr C. Kowalski to wulkan energii, która udziela się uczestnikom i uczestniczkom jego działań. Uwidoczniło się to szczególnie w czasie naszych wspólnych akcji na Akademii Sztuk Przepięknych Pol’And’Rock w 2018 i 2019 roku. Zresztą to właśnie Piotr był inicjatorem naszej przygody z tym niezwykłym Festiwalem. Już wcześniej, w Jarocinie wykonywał Obrazy przejściowe ala ABBEY ROAD i marzyło mu się, aby zrobić to także na Najpiękniejszym Festiwalu Świata.

1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD , fot. Kadr.org.pl

W efekcie powstały Obrazy przejściowe, Wódstokowe, czyli 1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD. Były to działania na rozłożonych na trawie i na piachu płótnach, po których przechodzili ludzie, niczym Beatlesi na okładce płyty Abbey Rock, przybierając różne pozy i inicjując zabawne sytuacje.

1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD , fot. Kadr.org.pl

W akcje bardzo chętnie włączali się festiwalowicze traktując „przejścia dla pieszych” jako okazję do wspólnej zabawy i integracji. Zdjęcia ukazują tę niesamowitą energię Piotra, uczestniczących w akcji osób oraz samego Jurka Owsiaka i całego Festiwalu.  

1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD , fot. Kadr.org.pl
1. Poland&RockFest FOTY ala ABBEY ROAD , fot. Piotr C. Kowalski

W Kostrzynie artysta prowadził też warsztaty polegające na tworzeniu Obrazów Smacznych, malowanych naturalnymi barwnikami, np. burakami i jagodami.

Warsztaty w Kostrzynie nad Odrą, 2018, fot. Kadr.org.pl
Warsztaty na Pol’And’Rock 2019

Na jubileuszowym 25. Festiwalu Pol’And’Rock w 2019 roku Piotr zorganizował akcję 25×25. Uczestnicy i uczestniczki Festiwalu wykonali 25 niepowtarzalnych obrazów z logo 25. festiwalu Pol’and’Rock. Powstałe prace posłużyły też do wykonywania wspólnych układów i zdjęć, a w styczniu 2020 zostały sprzedane na aukcjach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

25×25, fot. Kadr.org.pl
25×25, fot. Kadr.org.pl

Także podczas tej edycji Festiwalu powstawały Obrazy Smaczne, a przy okazji Piotr C. Kowalski wykonał panoramiczny happening owocowy.

Panoramiczny happening owocowy

Ponadto obdarowywał innych swoimi niezwykłymi tęczowymi okularami w kropki, akcentując potrzebę kolorowego spojrzenia na świat.

fot. Kadr.org.pl

Sztuka tworzona przez Piotra C. Kowalskiego realizuje się w międzyludzkich relacjach. Jest spotkaniem, darem dla innych, radością, pamiątką, utrwalaniem obecności.

Życzę Tobie Dostojny Jubilacie, drogi Piotrze, abyś pozostał w dobrym zdrowiu, wiódł szczęśliwe życie, odnosił nieustanne sukcesy i abyś pozostał pełen energii, by Twoja sztuka wciąż mogła sprawiać radość innym!

Jolanta Brach-Czaina i znaczenie krzątactwa

Wszyscy egzystujemy pomiędzy światem domowej krzątaniny i sferą publicznej aktywności. Każdy z nas ma swoje preferencje – są wśród nas samotnicy, którzy wolą spokojne bytowanie w zaciszu domowym i osoby towarzyskie, które nie wyobrażają sobie życia bez spotkań z innymi. Tym ostatnim szczególnie w obecnej sytuacji doskwiera ich brak. Teraz, gdy kontakty społeczne i towarzyskie zostały ograniczone, domowa krzątanina wybija się na plan pierwszy. Okazuje się, że nie jest ‚nic-nie-robieniem’. Składa się z wielu drobnych, często niezauważalnych czynności.

Krzątanina, jak pisała Jolanta Brach-Czaina, jest jednak podstawą naszej egzystencji. Nieustanne porządkowanie, rytmy dnia wyznaczane przez godziny posiłków, jego dynamika wynikająca z naszej biologii, krzątanina podczas przygotowywania jedzenia i sprzątania po nim, zdarzenia zwykłe, choć dramatyczne – jak pogoń za autobusem czy walka z żywiołem brudu – to wszystko, według Brach-Czainy, jest krzątactwem i świadczy o naszym zakorzenieniu w codzienności. Jesteśmy skazani na krzątactwo, a to „osadza codzienność w metafizycznym porządku rzeczy, w którym istnienie konfrontowane jest z nicością” (Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, Wydawnictwo eFKa, Kraków 1999, s. 78).

„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność. A że fakt istnienia przeżywamy jako niezwykle ważny, więc ogarnia nas zdumienie, ilekroć uświadamiamy sobie, że upływa ono na drobiazgach. Codzienność stanowiąca tło egzystencjalne zdarzeń niezwykłych, których oczekujemy – często nadaremnie – może więc decydować o wszystkim. Ma wymiar drobny. Częstotliwość dużą. Jest niezauważalna” (s. 55). Bo przecież bez codzienności nie ma niczego, bez niej nie zrozumielibyśmy znaczenia rzeczy niezwykłych, niecodziennych, wielkich – pisała filozofka.

16 marca zmarła profesorka filozofii Jolanta Brach-Czaina. Jej teorie miały ogromny wpływ nie tylko na polską myśl feministyczną, ale też na sztukę współczesną i jej odczytywanie.

Najbardziej znane książki Jolanty Brach-Czainy to Szczeliny istnienia (1992) oraz Błony umysłu (2003). W tej pierwszej pojawiły się takie kategorie, jak: mięsność oraz krzątactwo. To one właśnie najbardziej przyciągnęły uwagę artystów i artystek oraz krytyków i krytyczek. Grzegorz Klaman mówiąc o w swoich pracach odnosił się do pojęcia mięsności. Artystka Anna Płotnicka w odniesieniu do tego drugiego pojęcia zorganizowała dwie edycje wystawy Krzątanina w 2004 roku (w BWA w Zielonej Górze oraz w BWA Awangarda we Wrocławiu). W 2006 roku zorganizowała z kolei wystawę Zamieszkiwanie – Sich Einrichten w Motorenhalle w Dreźnie oraz rok później – we Wrocławiu. Sama tworząc wystawę Mikroutopie codzienności (CSW Toruń, 2013) z centralną częścią poświęconą temu, co domowe i prywatne też inspirowałam się myślą filozofki. Myśląc o sztuce artystek nie sposób nie zauważyć tego, jak bardzo wprowadziły do sztuki codzienność, skupiając się na trywialnych czynnościach takich jak obieranie ziemniaków, czy krzątanie się w kuchni. Często ich sztuka właśnie z tego codziennego krzątactwa wyrastała.

Julita Wójcik, Obieranie ziemniaków, 2001
Elżbieta Jabłońska, Zasiedzenie, 2004

Czego nam brakuje? Najnowszy film Izy Chamczyk

Minął rok od wykrycia pierwszego przypadku koronawirusa w naszym kraju oraz ogłoszenia przez WHO pandemii. Od roku żyjemy w tym dziwnym czasie, jakim jest epidemia. Idzie jednak wiosna  i choć coraz częściej mówi się, że mamy do czynienia już z trzecią falą, mimo wszystko warto spojrzeć w przyszłość z optymizmem. Coraz więcej osób będzie zaszczepionych, coraz większa liczba ludzi ma już przeciwciała. Nawet, jeśli epidemia nie skończy się szybko, wiemy coraz więcej na temat nowego wirusa, a także tego, jak się przed nim chronić. Wiemy też, że musimy żyć na tyle normalnie, na ile jest to możliwe, żeby nie zwariować.

Brakuje nam kontaktów towarzyskich, przypadkowych spotkań, rozmów przy piwie, wyjazdów, koncertów, uśmiechu innych ludzi i możliwości ich przytulenia. O tym mówią osoby zaproszone przez Izę Chamczyk do jej projektu pod tytułem Brak. Paradoksalnie widzę w tym filmie nadzieję na przepracowanie sytuacji. Zaczęłam swój pierwszy wpis na tym blogu od performance’u Izy, który oddawał ogromną nerwowość początku epidemii, bombardowanie nas przez sprzeczne komunikaty, niewiadomą, przed którą zostaliśmy postawieni. Dzisiaj chyba towarzyszy nam większy spokój i nadzieja na lepszy czas.

Mi osobiście brakuje najbardziej możliwości bezpośredniego spotkania ze studentami i studentkami, wykładów i zajęć w realu, bezpośredniej wymiany myśli.

Bardzo liczę na to, że w następnym roku akademickim będziemy mogli się już spotykać i prowadzić zajęcia na miejscu. Znajoma ma nadzieję, że pomogą w tym szczepienia.

Nie wyobrażam sobie takiego życia dalej. Dla mnie ta szczepionka to nadzieja – mówi.

I tego musimy się trzymać. I oby wreszcie pojawiło się światełko w tunelu, jeśli chodzi o polską politykę, bo ta wydaje się momentami bardziej szkodliwa niż zaraza. 

Celnym podsumowaniem tego roku są słowa Ingi Iwasiów, która napisała na swoim FB:

Po roku najbardziej doskwiera mi chyba rozjechanie wyjątkowości sytuacji i  tej całej machiny codzienności, tej odpowiedzi świata, która jest nieadekwatna do doznań, poniesionych strat, indywidualnego bólu oraz ewidentnych absurdów systemu społecznego i politycznego, które nas determinują. Jakby pandemia szła środkiem, a po bokach działo się dzianiem nawykowym.

Ale tak to chyba jest z epidemiami. Przychodzą, burzą nasze nawyki i przyzwyczajenia, sprawiają, że świat przewraca się do góry nogami, powodują straty i nieszczęścia, a jednak życie toczy się dalej…


Wsparcie dla Strajku Kobiet od Kateriny Glazkowej

W związku z tym, że większość ostatnich wpisów dotyczy Strajków Kobiet oraz strajkowej ikonografii, nie sposób pominąć tu historii grafiki Kateriny Glazkovej wykorzystanej przez antyaborcyjną fundację.

Kiedy antyaborcyjne plakaty zalały ulice wielu polskich miast, nie mogłam zrozumieć, jak cyniczna musi być organizacja, która wyłożyła na to ogromne pieniądze. Jeśli ktoś głosi, że jest za życiem, niech faktycznie wspiera tych, którzy żyją i wsparcia potrzebują. Na przykład niech zorganizuje pomoc dla matek dzieci z niepełnosprawnościami. Zresztą, w obecnej sytuacji pandemii, wiele jest osób potrzebujących wsparcia, potrzebna jest solidarność, uważność i dbałość o tych, o których mało kto pamięta i którzy walczą o godne życie. Tymczasem ktoś wolał obkleić nasze ulice serduszkami, które rzekomo miały udowadniać antyaborcyjne racje.

W gruncie rzeczy jednak od początku nie było to takie jednoznaczne. Rozmawiałam z rodziną i ze znajomymi o tym, jakie reakcje wzbudzają w nich te plakaty. Czy podzielają moją wściekłość? Mój mąż patrząc na nie powiedział, że mu nie przeszkadzają, bo przynajmniej nie przedstawiają zmasakrowanych płodów, a ze względu na brak jakiegokolwiek napisu, można ten obrazek interpretować na różne sposoby. Jedna ze znajomych powiedziała wprost, że odbiera grafikę jako wskazanie na to, że rodzić powinny się dzieci chciane i kochane.

Nie miałam do tych spostrzeżeń większego przekonania, jednak od początku byłam pewna, że reklamy staną się obiektem subvertisingu, a więc partyzanckich działań w przestrzeni reklamowego komunikatu, mających na celu odwrócenie jego znaczenia. Okazały się na to bardzo podatne i wiele z nich stało się tym samym plakatami na rzecz prawa wyboru. Oto kilka przykładów, znalezionych w sieci:

Jeden z doklejonych tekstów bardzo celnie odniósł się do kwestii, która nurtowała mnie od początku: hipokryzji i cynizmu organizacji, która opłaciła tę antyaborcyjną akcję. Okazało się zresztą, że jest to fundacja, która ma między innymi na celu zapewniać pomoc socjalną dzieciom i młodzieży. Ale, jak widać, woli inwestować w plakaty.

Niedawno udało się odnaleźć autorkę grafiki. Rosyjska ilustratorka, Katerina Glazkowa nie miała pojęcia o tym, że jej grafika, zakupiona z bazy ilustracji, została w ten sposób wykorzystana. Nikt nie pytał ją o zdanie, czy można użyć grafiki w wojnie, jaka toczy się w Polsce przeciw kobietom.

Glazkova przyznała, że w jej grafice z serduszkiem chodziło o pokazanie emocji związanych z oczekiwaniem na upragnione dziecko. Tym samym osoba, która mówiła mi na początku, że plakat dotyczy tego, że rodzić powinno się dzieci chciane i kochane, trafiła w punkt.

Warto przeczytać wywiad przeprowadzony przez Katarzynę Chudzik na Ofeminin, w którym graficzka mówi między innymi:

Są dwa rodzaje ludzi, których dotyczy to prawo. To są zarówno te kobiety, które z jakiegokolwiek powodu chcą przerwać ciążę i powinny mieć do tego prawo, oraz te kobiety, które tego nie potrzebują i nie będą potrzebować, ale ważna jest dla nich możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, która dotyczy przede wszystkim ich organizmu, zdrowia i życia. Ludzie nie biegną przerywać ciąży tylko dlatego, że mogą. Tymczasem ktokolwiek potrzebuje aborcji, zrobi to i tak – tylko z większym ryzykiem dla swojego zdrowia fizycznego i psychicznego.

Glazkova podkreśla też że pomysł, aby zmuszać kobiety do porodu jest dla niej szalony. Dlatego wspiera protestujące Polki, czemu dała wyraz poprzez swoją najnowszą grafikę ukazującą postać silnej kobiety wpisanej w znak błyskawicy. Podkreśliła na swoim Instagramie, że czyni przy tej grafice wyjątek i grafikę można pobierać za darmo.

Agnieszka Holland, dziadersi i Janina Duszejko

W ostatnim „Magazynie Wyborczej” (12.12.2020) opublikowany został tekst Agnieszki Holland o tym, że pojęcie „dziadersa” stało się maczugą, którą okłada się nie tylko przeciwników, ale i sojuszników. Cenię Holland, ale ten artykuł wywołuje we mnie lekkie zdziwienie. Nie jest ten tekst głupi, jak na przykład zamieszczony w tym samym „Magazynie” artykuł Witolda Gadomskiego, który pisze, że „młodzi, zwłaszcza mieszkańcy większych miast, z coraz większym trudem rozumieją, co do nich mówią księża i konserwatywni politycy”. Tu nie ma co rozumieć, niektórzy z nas (młodzi, niemłodzi) w ogóle nie życzą sobie, aby mówili do nas księża i konserwatywni politycy. Mnie w ogóle nie obchodzi, co oni mówią! Dalej pan redaktor poucza, co feministki powinny a czego nie. Szkoda czasu na ten tekst.

Z kolei Agnieszka Holland słusznie zauważa kompletne rozminięcie się z rzeczywistością mężczyzn z solidarnościowego pokolenia, ich ignorancję wobec praw kobiet. Nasze prawa zostały przehandlowane w 1993 roku, gdy wprowadzono zakaz aborcji, który odtąd zaczęto nazywać „udanym kompromisem”. Z kobietami się nie liczono, ignorowano je, pouczano i upupiano. Jeśli dopuszczano do władzy kobiety, to te, które określić można jako „strażniczki patriarchatu” i które nie chciały mieć nic wspólnego z feminizmem.

Pisze dalej Holland, że w końcu do głosu doszło pokolenie kobiet, które nie mają już zamiaru siedzieć cicho i być grzeczne. Chcą mówić o własnych sprawach, własnym głosem i nie potrzebują pouczeń ze strony jakichkolwiek dziadersów.

A jednak zabolało reżyserkę, jak bardzo cięty jest język dziewczyn, które nie pozwalają sobie dmuchać w kaszę i słuchać jakichkolwiek rad. Dostało się jej, bo próbowała bronić znajomego, ale przede wszystkim dostało się jemu, bo chciał pouczać o tym, w jaki sposób kobiety powinny mówić o aborcji. Owszem, posypały się niewybredne uwagi i złośliwości, a także kazano mu „wypierdalać”, ale taki już jest „urok” internetowych kłótni.

Zwłaszcza w obecnej sytuacji zamknięcia to właśnie w tych sporach kumulują się największe emocje, do głosu dochodzi żal, złość i bezsilność wobec całej sytuacji. Jeśli ktoś nie jest uodporniony na internetowe ataki a nawet hejt, może powinien (lub powinna) takich sytuacji unikać.

Dziadersi są wszędzie, pouczają, uważają się za mądrzejszych, wiedzą lepiej jak organizować protesty i jakich słów nie powinno się używać. Bywają inteligentni i elokwentni. Nie potrafią dostrzec jednak, że na własnej piersi wyhodowali tego potwora, z którym mamy obecnie do czynienia. PiS i Kaczyński nie wzięli się znikąd. Wszystkie poprzednie rządy szły na ugodę i ustępstwa wobec Kościoła. Jednym z pierwszych posunięć rządu Mazowieckiego było wprowadzenie religii do szkół. Później wprowadzono zakaz aborcji z 1993 roku, a gdy po roku 2000 próbowano zliberalizować tę ustawę, sprawa została zamieciona pod dywan za cenę poparcia Kościoła dla wejścia do UE. Kościół żądał i żąda dla siebie wciąż więcej. I to właśnie mariaż państwa z Kościołem doprowadził do tego, że szargane są wciaż prawa kobiet, że Kościół chce dyktować warunki wszystkim, również tym, którzy nie mają i nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Dziś robi to poprzez panią Godek, pana Kaczyńskiego Godek i panią Przyłębską. Ale jutro będzie to robił przez kogoś innego, zawsze znajdą się jacyś dziadersi, którzy będą chcieli bronić tzw. kompromisu lub wprowadzać nowe restrykcje.

Za to odpowiada pokolenie „Solidarności”, poprzednie ekipy rządzące, intelektualiści, którzy wciąż uciszali w tej sprawie kobiety.

Trudno więc dziwić się, że młode kobiety nie mają już żadnej litości dla dziadersów. I mieć jej nie powinny! To młode pokolenie jest jedyną nadzieją na zmianę tej chorej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Agnieszka Holland utyskuje, że brak im autorytetów, zaś rów między pokoleniami stał się przepaścią nie do pokonania.

A może należałoby się raczej cieszyć z tego, że młode pokolenie, które chowało się dotąd za plecami rodziców, pokazywało, że jest mu wszystko jedno, słuchało tej samej muzyki, co rodzice, odzyskało teraz swój głos i świadomie odcina się od pokolenia starszych, dla których autorytetami byli, jak pisze Holland: Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, Leszek Kołakowski i Maria Janion.

To już naprawdę nie ten świat i nie ten język, a przede wszystkim nie te problemy. Już dość umartwiania się i samobiczowania, grzebania się w przeszłych traumach i narodowych dramatach. My już naprawdę nie musimy nigdzie chodzić z naszymi umarłymi. Dość już też podchodzenia do autorytetów na klęczkach. Nawet dla mnie, osoby już niemłodej, taka tęsknota za autorytetami trąci „sucharem”.

Młodzi żyją między światem realnym i wirtualnym, dla niektórych z nich autorytetami (choć to chyba nie jest najlepsze określenie) są Jurek Owsiak czy Olga Tokarczuk. Wzorce wolą czerpać z kultury popularnej. Młode kobiety fascynują się silnymi kobiecymi postaciami z filmów fabularnych i seriali. To zresztą nie przypadek, że na plakatach Strajku Kobiet z napisem „Wypierdalać”, zaprojektowanych przez Jarka Kubickiego pojawiły się właśnie aktorki w rolach wojowniczek i rebeliantek, dokonujących zemsty, walczących ze złem i głupotą (i oczywiście siłami Imperium).

Żeby udobruchać jednak Agnieszkę Holland, spróbuję pokazać na przykładach literackich, dlaczego dziaderstwo nie może mieć już racji bytu, choć przykłady te są pozornie odległe od toczącego się aktualnie sporu.

Rok temu, na ostatniej konferencji z czasów przedpandemicznych wygłosiłam referat pt. Serotonina. Kulturowe uwarunkowania (nie)szczęścia. Przeciwstawiłam w nim dwie książki: Serotoninę Michela Houllebecqua i Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk, a zarazem podejście indywidualistyczne i egoistyczne, pogoń za sukcesem i pieniędzmi podejściu nastawionemu na wspólnotowość, miłości do ludzi i zwierząt oraz postawę slow life. Dokładnie zaś przeciwstawiłam sobie postawy protagonistów tych książek, które z dzisiejszej perspektywy można określić jako dziaderstwo i walkę z dziaderstwem.

Główny protagonista Serotoniny (2019), inżynier – agronom, Florent-Claude Labrouste w wieku 46 lat czuje się starym człowiekiem i traci całkowicie radość życia. Porzuca zdradzającą go żonę, a także pracę w Ministerstwie Rolnictwa, tęskni za swoją dawną kochanką, w międzyczasie ginie jego jedyny przyjaciel z czasów młodości. Zażywa antydepresyjny lek, który w sztuczny sposób powoduje wydzielanie serotoniny, ale zabija całkowicie libido. Nie odczuwa już żadnego pożądania, pozostają mu jedynie wspomnienia utraconych miłości. Jest bogaty, zadufany w sobie, zamknięty na świat, nieczuły na cierpienia innych (w tym zwierząt).

Powieść Houellebecqa opisuje podróż osamotnionego bohatera ku śmierci. Można odczytać ją jako symboliczną opowieść o upadku białego Europejczyka, o apokalipsie, którą szykuje sobie na własne życzenie.

Za przeciwieństwo Florenta-Claude’a Labrouste’a można uznać Janinę Duszejko – główną protagonistkę książki Prowadź swój pług przez kości umarłych (2009) Olgi Tokarczuk, a także świetnego (nie podzielam głosów krytyki) filmu zrealizowanego na jej podstawie przez Agnieszkę Holland zatytułowanego Pokot (2017).

kadr z filmu Pokot

Duszejko jest kobietą również niemłodą (ale nie jest dziadersem, bo PESEL faktycznie nie ma w tym przypadku znaczenia). Mieszka samotnie, nie licząc dwóch suk, które zostały zabite przez jej sąsiada – kłusownika. Była architektką i budowała mosty na Bliskim Wschodzie, obecnie dorabia ucząc angielskiego w szkole podstawowej. Jest osobą nieco zdziwaczałą, pasjonuje się astrologią i jest wegetarianką. Choć żyje na odludzi na wsi w Kotlinie Kłodzkiej, jest otwarta na innych, skora do pomocy, przejęta losem zwierząt zabijanych przez kłusowników.

Postawę Florenta-Claude’a Labrouste’a można uznać za karykaturę antropocentryzmu oraz indywidualizmu. Jest on odrażajacym dziadersem, gatunkiem skazanym na wyginięcie. Nie akceptuje swego wieku i starzejącego się ciała. Jest typowym przedstawicielem neoliberalnego, egoistycznego społeczeństwa, który w niczym nie potrafi znaleźć przyjemności życia. Jak wskazała Magdalena Grzyb: „Autor i bohater z melancholią patrzą na odchodzący świat. Czują, że żyją w czasach schyłku, ale też mają bolesną świadomość, że do dawnego świata nie ma już powrotu”.

Janina Duszejko akceptuje siebie i własne starzejące się i niedomagające ciało. Czerpie przyjemność ze zbliżeń seksualnych z przygodnie spotkanym, również już niemłodym, kochankiem. Postawa Janiny Duszejko wynika z jej ekologicznego podejścia do świata, otwarcia na innych: ludzkich i nieludzkich zarazem. Nie uznaje żadnych świętości, ani autorytetów. Jej postawa etyczna bliższa jest kontrowersyjnym poglądom Petera Singera, aniżeli etyce chrześcijańskiej.

kadr z filmu Pokot

Byłaby kobietą szczęśliwą, gdyby nie myśliwi, kłusownicy, ksiądz i komendant policji, którzy doprowadzają ją do szału. Sama wytacza wojnę tym wszystkim dziadersom.

Oba te utwory wskazują na potrzebę całkowitej zmiany horyzontu naszego myślenia. Pokazują, że świat dawnych wartości i autorytetów przestał działać, że dawny porządek kulturowo-społeczny nie sprawdził się, zdegenerował i nie może być mowy o powrocie do niego. Jest to rodzaj kulturowej wojny z dziadersami, którzy nie mają już niczego do zaoferowania, ale wciąż próbują zachować faktyczną lub symboliczną władzę.

Świat należy wymyślić na nowo, w naszym kulturowym imaginarium muszą pojawić się inne mity i toposy. Strajk kobiet wprowadza zmianę języka a także opisu międzyludzkich relacji, akcentując solidarność i wspólnotowość („Nigdy nie będziesz szła sama”). Jeśli ktoś nie jest w stanie zaakceptować tych zmian, niestety powinien: „Wyp…..!” #tojestwojna

Himalaje i Yeti u Soni Rammer

Jeśli pamiętacie wpis o filmie Soni Rammer pod tytułem Tajemnice Himalajów, to namawiam również do obejrzenia relacji z wystawy artystki mającej miejsce w Galerii Miejskiej BWA w Bydgoszczy i zatytułowanej Wolałabym być Yeti (kuratorka: Karolina Pikosz).

Tu również pojawia się figura tajemniczego śnieżnego człowieka zamieszkującego wysokie góry. Obecni są także himalaiści przedstawieni na intrygujących kolażach. Ich sylwetki zostały wyizolowane z otaczajacej przyrody.

Sonia Rammer, Bez tytułu, kolaż, 2020

Prace prowokują do pytań: Czym jest dla nas zdobywanie świata i gór, podporządkowywanie sobie ziemi, chęć opanowania najdzikszych i najmniej dostępnych obszarów? Czy epidemia nauczy nas pokory wobec świata, czy wciąż będziemy wzmacniać naszą dominację? Czy realizacja marzeń o zdobyciu najwyższych gór nie jest w gruncie rzeczy pogonią za własnymi fantazmatami? Również za fantazmatem dotknięcia tego, co niesamowite, co wymyka się podziałom i kategoriom, jak to się dzieje w przypadku mitycznej figury Yeti.

Sonia Rammer, Bez tytułu, kolaż, 2020

W filmie Sonia opowiada o relacjach między człowiekiem a górami, o potrzebie innego, niebinarnego spojrzenia na świat.

W dziwnym momencie została otwarta ta wystawa i niestety jest jeszcze niedostępna. Potrwa jednak do 24 stycznia 2021 roku i można mieć nadzieję, że uda się zobaczyć ją „na żywo”. Swoją drogą nie mogę się wciąż nadziwić, że choć otwarte są galerie handlowe, nie możemy odwiedzić galerii sztuki…

#tojestwojna i Poradnik dla facetów

Zatrważajace wieści docierają z Warszawy na temat tego, co działo się 28.11. na demonstracji organizowanej pod hasłem „W imię matki, córki, siostry” a odbywającej się przy okazji 102. rocznicy uzyskania przez kobiety w Polsce praw wyborczych.

fot. z sieci

Posłanka Barbara Nowacka dostała gazem po oczach z odległości niecałego metra, choć pokazywała legitymację poselską. Próbowała pomóc wyciągnąć ludzi z policyjnego kotła. Kolejny raz zatrzymano babcię Kasię i wypuszczono dopiero po pięciu godzinach. Policja wyłapywała szczególnie młode, stojące z boku dziewczyny, nawet te, które nie miały żadnych transparentów czy emblematów Strajku Kobiet. Na demonstrację poszedł Jurek Owsiak. Próbował dowiedzieć się od policjantów, dlaczego właściwie spisali dwie nastoletnie dziewczyny. Oni odwrócili się tyłem i milczeli. Teraz Owsiak deklaruje pomoc prawną dla tych dziewczyn.  

Znajomy napisał, że jego brat, lekarz-kardiolog uciekając z policyjnej obławy i skacząc przez płot, upadł tak nieszczęśliwie, że ma połamane oba nadgarstki.

Później w Wyborczej ukazała się relacja jego żony pokazująca, jak wyglądała ta obława. Setki ludzi zostały otoczone i zamknięte przez policyjne kordony. Nawoływano do rozejścia, a jednocześnie napierano na ludzi, zmuszając ich do coraz większego tłoczenia się, wbrew zasadom sanitarnym. Znowu używano gazu łzawiącego oraz pałek. Pojawiła się panika, ludzie nie wiedzieli, co zrobić. Niektórzy ratowali się ucieczką przez płot i nie dla wszystkich skończyło się to szczęśliwie.

Robienie przez policję tzw. kotła jest absurdem w przypadku pokojowej demonstracji. Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwraca uwagę, że sięganie po ten środek jest możliwe tylko i wyłącznie w przypadku ludzi zachowujących się bardzo agresywnie i stwarzających zagrożenie. Bodnar wskazał też, że doszło do zwielokrotnionego naruszenia prawa przez policję. Wtargnęła ona między innymi na teren Politechniki Warszawskiej, gdzie uciekła cześć demonstrujących osób. Tam ich pałowano i pryskano gazem łzawiącym. Policja nie miała zgody Rektora na wejście na teren uczelni, doszło tym samym do naruszenia jej autonomii. Niektórzy zwracają uwagę, że takie wydarzenie ostatni raz miało miejsce w Polsce w 1968 roku podczas protestów studenckich.

W tej sytuacji trudno jest myśleć i pisać o sztuce. Przy okazji warto jednak zwrócić uwag na Poradnik Od facetów dla facetów stworzony przez graficzkę i aktorkę Matyldę Damięcką wraz z pisarzem i poetą Piotrem Stankiewiczem. Powstał on w formule typowej dla komunikacji i przekazów czasów kwarantanny. Występują to między innymi Janosz Gajos, Maciej Stuhr, Robert Makłowicz, Dawid Podsiadło, Czesław Mozil i Mariusz Szczygieł. W dwunastu punktach mówią o tym, by nie przemawiać do kobiet i ich nie pouczać, nie stawiać warunków, ale wspierać. Potrzebna jest zmiana: myślenia, mentalności. Bo trzeba „stanąć po właściwej stronie historii”.

To ważny przekaz, mówiący o potrzebie wspólnoty, ale i szacunku, bez pouczania kobiet, co mają myśleć i jak protestować.

Sztuka protestu

Rozmawiałam dzisiaj ze studentkami. Mówią, że trudno im teraz myśleć o czymś innym niż Strajk Kobiet. Są przerażone krajem, w którym przyszło im żyć. W tak trudnym czasie, jakim jest pandemia, rząd uderzył w kobiety w najgorszy możliwy sposób, odbierając nam resztki praw do swego ciała i samostanowienia.

Iness Rychlik

Trudno wyobrazić sobie, co może odczuwać kobieta, która będąc w ciąży dowiaduje się, że jej dziecko będzie ciężko uszkodzone, lub umrze zaraz po urodzeniu. Jak może wyglądać jej życie przez te miesiące ciąży z ciągłą świadomością wad czy ciężkiego uszkodzenia płodu? Co może odczuwać widząc inne kobiety w ciąży, które w większości cieszą się na spotkanie ze swoim przyszłym dzieckiem? W jej przypadku oczekiwanie na poród może być równoznaczne z oczekiwaniem na koszmar, który ją spotka, lub udrękę związaną z oglądaniem cierpienia a może nawet śmierci takiego dziecka. Co może czuć, świadoma tego, że płód obumrze w jej macicy, ale musi tę ciążę donosić? Co z nią będzie, jeśli zostanie z tym problemem sama? Jak ma sobie poradzić, jeśli urodzone dziecko przeżyje, a ona musi zadbać jeszcze o inne swoje dzieci? Kto wesprze ją w jej strachu, smutku i rozpaczy? Jak sobie poradzi, jeśli dodatkowo żyje na granicy ubóstwa? Czy państwo zapewni jej pomoc w przyszłości? Rodzice większości chorych i niepełnosprawnych dzieci mówią, że czują się zostawieni sami sobie, a pomoc państwa jest w gruncie rzeczy minimalna.

Trudno nawet sobie to wszystko wyobrazić. Z pewnością nie są to problemy, którymi zaprzątają sobie głowę przedstawiciele rządu, Trybunału Konstytucyjnego, który wydał wyrok na kobiety czy kościelnych organizacji, które naciskały na zmianę obecnej ustawy, i tak należącej do najbardziej restrykcyjnych w Europie.

Rozpętali tym samym piekło, zmuszając setki tysięcy osób, poruszonych tym wszystkim i wkurzonych, do wyjścia na ulice, a jednocześnie szczując na nich i nazywając między innymi zbrodniarzami, nihilistami, narkomanami, prostytutkami, zabójcami dzieci. Dolewając oliwy do ognia, wezwali swoje siły do obrony Kościoła i polskiego narodu.

To jest niewyobrażalne, najzwyczajniej nieludzkie, a zarazem zimne, cyniczne i wyrachowane.

Brakuje słów!

Lepszy być może w tym przypadku jest przekaz wizualny, który towarzyszy Strajkowi Kobiet. Z jednej strony to prace tworzone przez graficzki, grafików, fotografki, artystki i amatorów, a z drugiej – język ulicy pozbawiony martyrologii, ale oddający wkurzenie i niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę, a także odzwierciedlający absurdalną rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. Jest jednak w tych plakatach również dużo ironii i humoru, bo bez tego ciężko byłoby to wszystko przeżyć.

Komunikaty zawarte na ulicznych plakatach bywają ostre, a nawet wulgarne. I o to chodzi! Grzecznie już było, a tego wkurzenia setek tysięcy kobiet, głównie młodych, nie da się już zamieść pod dywan. Kobiety i wspierający ich mężczyźni wszędzie wychodzą na ulice, w wielkich miastach i małych miasteczkach. Są zdesperowane i zdesperowani. Mają dość kompromisów, a także odklejonego od rzeczywistości rządu, który z buciorami pakuje się w ich życie.

Tego gniewu nie da się już uciszyć!

Aleksandra Ska, Utwór na ścinanie, 2020

Ola Jasionowska

Szymon Szymankiewicz
Anna Brzostek
Kinga Nowak

Antonina Babczyszyn

Dan Perjovschi

???, Nowy Dwór Mazowiecki

I ulica:

O pracach innych artystek i artystów w odniesieniu do Czarnego Protestu pisałam również tutaj.

Dawid Marszewski (1991-2020)

Nie jest łatwo pisać o dobrym znajomym, który odszedł zbyt wcześnie…

Dawida poznałam jeszcze jako studenta malarstwa na poznańskim Uniwersytecie Artystycznym. Wyróżniał się wyjątkową wrażliwością i przemyślanymi, mądrymi spostrzeżeniami.

Był życzliwy dla innych, zawsze uśmiechnięty, ubrany w nieodłączny pomarańczowy akcent.

W 2016 roku z wyróżnieniem obronił pracę dyplomową w pracowni profesora Janusza Marciniaka. Tam też pracował jako asystent, a w 2019 obronił doktorat zatytułowany Figury współczucia.

Punktem wyjścia zainteresowań artystycznych Dawida było malarstwo, traktowane jednak przewrotnie i często łączone z innymi mediami, a przede wszystkim z wideo. Tworzył też instalacje. Interesowały go narracyjne opowieści dotyczące współczesnego świata, a zwłaszcza krzywd dotykających innych. Jego sztukę można z pewnością określić jako zaangażowaną.

Prace Dawida Marszewskiego dotyczyły kwestii społecznych, sytuacji imigrantów, uchodźców, miejsca Zagłady w polskim dyskursie kulturowym, a także kwestii przekazów medialnych na temat światowych konfliktów.

Współpracowaliśmy przy wystawie Status: Pasożyt, przygotowanej przez Olę Janz, Sylwię Siwiak i Aleksandrę Jaraszkiewicz w ramach moich zajęć kuratorskich w 2016 roku.

Zaprezentował na niej wideoinstalację Gość, odnoszącą się do polskiego przysłowia: Gość w dom, Bóg w dom. Praca ta miała być „odpowiedzią na narastającą w ostatnim czasie fobię wobec uchodźców, wyznawców islamu”. Artysta udzielił głosu innym: obcokrajowcom o ciemniejszym kolorze skóry, którzy zmuszeni są w codziennym życiu konfrontować się z polską wrogo-ścinnością.

Dawid Marszewski, Gość, fot. Maciej Krajewski

W 2017 roku zaprosiłam go do udziału w wystawie Polki, patriotki, rebeliantki w poznańskim Arsenale, prosząc o kontynuację wspomnianej pracy, czego efektem była instalacja zatytułowana Ściana.

W tym przypadku Polki mające ciemniejszy kolor skóry lub ze względu na ubranie kojarzone z Arabkami, mówiły o dotykającym je rasizmie. Opowiadały o ogromnej niechęci, z którą się spotykają, o padających pod ich adresem nienawistnych komentarzach. W przypadku tej instalacji widzowie musieli wybrać punkt odbioru, bowiem z jednej strony Ściany były tylko nieme obrazy, z drugiej zaś – słuchawki umożliwiające wysłuchanie tych trudnych historii. Odbiorcy musieli więc przejść na drugą stronę Ściany – także tej metaforycznej ściany niechęci i uprzedzeń.

Dawid Marszewski, Ściana, fot. Mateusz Sobierajski

Obie prace Marszewskiego pokazują, że nie wszyscy w Polsce czują się dobrze, że Polska nie jest krajem otwartym, krajem dla wszystkich, a jest miejscem, w którym Inni spotykają się z niechęcią a nawet aktami przemocy.

Dawid brał udział także w innych wystawach przygotowywanych przez nasze studentki, np. w ekspozycji Bifor (kuratorki: Paulina Brelińska, Patrycja Olichwiruk i Daria Grabowska) w Galerii R20 w 2017. Tutaj ujawnił swoje zainteresowania przekazami medialnymi a w tym przypadku: idolami polskiej telewizji.

Przy tworzeniu tych wystaw Dawid był niezwykle pomocny, nie skupiał się tylko na sobie i swoich pracach, był zawsze otwarty na innych. Miał niezwykłe poczucie humoru i potrafił stworzyć wokół siebie dobrą atmosferę.

Otwarcie wystawy Bifor w Galerii R20

Warto wspomnieć o jego indywidualnej wystawie pod tytułem Security w Galerii Wozownia w Toruniu w 2017 roku. Zaprezentowane obrazy powstały na podstawie fotografii prasowych przedstawiających uchodźców, którzy po przybyciu do brzegu odziewani są w folie termiczne.

Dawid pisał o tej pracy:

„Złote folie termiczne są nie tylko nośnikami znaczeń, ale stają się również swoistym symbolem współczesności. Atrakcyjny, tani materiał, dający ciepło, stanowi substytut bogactwa. Zdaje się wskazywać, że najcenniejszą wartością jest życie”.

Obrazom towarzyszyła instalacja z foliowych płaszczy jako obietnica przyjęcia obcych, ich ogrzania, ale zarazem wskazująca na pustkę związaną ze wspomnianą już niechęcią do Innych.

Ostatnią pracą Dawida, którą widziałam i która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, była stanowiąca podstawę jego doktoratu wystawa obrazów zatytułowana Loading.

Obrazy powstały na podstawie zrzutów z ekranu komputera bądź telefonu komórkowego odnoszących się do konfliktów zbrojnych i innych ludzkich tragedii. Spowolnione ładowanie się tych informacji powodowało, że w większości obrazy te były nieczytelne, a wręcz abstrakcyjne. Mogły kojarzyć się z kanonicznymi dziełami Jacksona Pollocka czy Marka Rothko.

W ten sposób artysta wskazywał na utratę znaczeń tych przekazów, ich zanikanie w naszej świadomości; na to, jak dla nas odbiorców śledzących wiadomości ze świata na swoich komputerach czy też komórkach wszystkie te tragedie, które wydarzają się tak daleko, przeobrażają się w abstrakcje, są kolejnym niewiele znaczącym obrazem.

Praca mówiła o nadmiarze tych przekazów i towarzyszącej im naszej obojętności. Tym samym Marszewski stawiał w tej pracy ważne pytanie o empatię, o to, co oznacza dla nas „widok cudzego cierpienia”.

Dawidzie, będzie mi bardzo brakowało Twoich mądrych prac i Twojego uśmiechu!

Plakaty Szymona Szymankiewicza

W poznańskim konkursie Kultura na Wynos wyróżnienie otrzymał Szymon Szymankiewicz za cykl plakatów o pandemii koronawirusa, a dokładnie – jak brzmi uzasadnienie: za wpisanie pandemicznej rzeczywistości w nawias wizualnej anegdoty.

Serdeczne gratulacje!

26.02.

Plakaty Szymona, publikowane na jego Facebooku, a także częściowo w poznańskiej Wyborczej, charakteryzuje użycie oszczędnych środków formalnych i ograniczenie gamy kolorystycznej do kilku podstawowych kolorów (najczęściej: biel, czerń i czerwień). Są minimalistyczne, ale zarazem sugestywne i dobitne. Tu niczego nie ma w nadmiarze.

Niekiedy mają w sobie coś z wizualnych rebusów, gdy na przykład urna wyborcza została skojarzona z trumną:

21.03.

Bo Szymon komentuje przede wszystkim rzeczywistość społeczno-polityczną, odnosi się do tego, co wkurza go w polityce. Wskazuje na polityczne absurdy. Jednym z nich było chociażby forsowanie przez rząd prezydenckich wyborów w formie korespondencyjnej 10 maja b.r.

30.04.

Te plakaty składają się na swego rodzaju dziennik polskiego życia społeczno-politycznego z czasu pandemii. Odnoszą się do takich wydarzeń, jak próba zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych, która miała miejsce w Sejmie w kwietniu:

14.04.

Pojawił się też komentarz do filmu braci Sekielskich Zabawa w chowanego:

15.05.

Uwagi Szymona nie uszła sprawa programu III Polskiego Radia w związku z cenzurą piosenki Kazika „Twój ból jest większy niż mój” oraz późniejszego zamknięcia kultowej Listy Przebojów wraz z odejściem Marka Niedźwieckiego.

22.05.

Pojawił się komentarz dotyczący wychodzenia z lockdownu, odmrażania gospodarki i otwarcia tzw. galerii handlowych:

8.05.

Szymankiewicz skomentował również kwestię rasizmu w USA i zamordowania przez białego policjanta Gerge’a Floyda:

5.06.

W kontekście nagonki na osoby LGBT rozpętanej ostatnio przez prezydenta Dudę, Szymon stworzył plakat wskazujący na Poznań jako Miasto Otwarte, będące strefą wolną od nienawiści:

19.06.

Przed wyborami prezydenckimi, które miały miejsce 28.06. autor namawiał, aby iść i zagłosować:

28.06.

W najnowszej pracy, odnosi się do starającego się o reelekcję prezydenta, wytykając mu, nie pierwszy raz, całkowite podporządkowanie prezesowi partii:

03.07.

Jest w tych pracach dużo ciętej politycznej krytyki. Zdarzało się już, że Szymon miał kłopoty przez swoje prace. Jego plakat zatytułowany Loading stał się przyczyną swoistej cenzury ekonomicznej. Praca otrzymała Złoty Medal podczas 26. edycji Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach. Jednak PiSowski Marszałek Województwa Śląskiego wstrzymał wypłatę nagrody w wysokości 10 tysięcy złotych, w zasadzie nie tłumacząc swojej decyzji.

Loading 2 (kontynuacja wcześniejszej pracy powstała po słowach Andrzeja Dudy, że LGBT to nie ludzie)

Trudno zrozumieć, dlaczego nie podobał się Marszałkowi plakat przestrzegający przed odradzaniem się faszyzmu. Sam autor mówił o tej sprawie w GW:

Marszałek reprezentuje partię, której przedstawiciele wielokrotnie bagatelizowali rosnące w Polsce tendencje rasistowskie, antysemickie, profaszystowskie. Smutnym kontekstem decyzji marszałka jest fakt, że kilka dni temu w Katowicach, prokuratura kontrolowana przez ministra sprawiedliwości z rządu PiS umorzyła śledztwo w sprawie wieszania na szubienicach portretów polityków opozycji. Nawoływanie do wieszania i mordowania zawsze zaczyna się w sferze symbolicznej, dopiero później staje się realne. Najpierw pojawiają się symbole, potem giną ludzie. Przed tym przestrzega mój plakat.

Plakaty Szymona ostrzegają przed nienawiścią, złem, bezmyślnością. Mogą irytować zwolenników rządzącej partii. Z pewnością nie pozwalają pozostać obojętnym. Wskazują jednak o co toczy się gra: szacunek dla innych, prawa obywatelskie, państwo otwarte, wolność słowa…